Magdalena Sobuś
Poland, Kraków
Ciężko pisać o sobie. Urodziłam się w Trzebini w woj.małopolskim, od zawsze interesowało mnie wszystko co związane z ruchem i aktywnością, oprócz tego od zawsze wykazywałam zamiłowanie do zwierząt; Obie pasje udało mi się połączyć gdy w wieku 12 lat zaczęłam jeździć konno i tak mi zostało do dzisiaj:) Po drodze zrobiłam kurs instruktorski i pracowałam w kilku miejscach ucząc młodych (i nie tylko:) adeptów tej wspaniałej dyscypliny jaką jest jeździectwo. Oprócz koni moją pasją są również inni czworonożni bracia mniejsi. Pierwszy pies - sznaucer Denis zaszczepił we mnie zainteresowanie się pracą z psami, ich szkoleniem oraz psimi sportami.
Jeśli chodzi o wykształcenie i naukę to.. możnaby długo pisać. Tak się składa, że określenie 'wieczny student' bardzo do mnie pasuje za sprawą ostatnio podjętych decyzji. Ale po kolei.
Skończyłam studia inżynierskie I sotpnia na Politechnice Krakowskiej na kierunku inżynieria biomedyczna (spec. inżynieria kliniczna). Bardzo miło wspominam ten czas! Tylko problem taki, że najbardziej ciekawiły mnie medyczne aspekty i przedmioty, a te techniczne nieco mniej, gdzie z tyłu głowy pojawiła się myśl "a może zmienic kierunek" ale zaraz po niej pojawia się druga "zwariowałaś? 3 lata stacone, nic z tego!".
Wylądowałam zatem nie mogąc się zdecydować, który kierunek magisterskich studiów wybrać, na dwóch kierunkach i dwóch uczelniach na studiach II stopnia. Kontunuowałam inżynierię biomedyczną na AGH w Krakowie, zaś na Politechnice skończyłam inżynierię materiałową. I.. no właśnie i zdałam sobie sprawę, że właściwie to nie interesuje mnie praca w zawodzie..... ani jako serwisant sprzętu medycznego ani jako informatyk specjalnego powołania nie czuję..
Stwierdziłam zatem, że póki co będę robiła to co kocham czyli popracuję jako instruktor a później zobaczym co będzie. Tak też trafiłam do Bobrka do ośrodka Ikarion, gdzie spędziłam cudowny rok. Jednak wciąż czułam niedosyt i sama do siebie miałam pretensje, że z wyuczonym zawodem to nie ma nic wspólnego. Zupełnie przypadkiem złożyłam wniosek o udział w rekrutacji na wymarzonym zawsze kierunku - weterynarii. Z dnia na dzień tak pomysl wpadł mi do głowy "a i tak się nie dostanę, ale spórubujmy".
Tylko w Lublinie jeszcze trwała rekrutacja, czekałam zatem i.. no dostałam się. "Dobra pojadę złożyć papiery a potem jeszcze przemyślę sprawę" - tak odwlekałam czas podjęcia decyzji. Ale w efekcie nie umiałam z tego zrezygnować i tak własnie wylądowa