Natalia Orchel

somewhere

Czym różni się blacha­ra od samochodu?

Jest bar­dziej wyklepana..

Ku­siłam bez­karnie los
tańczyłam na li­nie ze śmiercią
łamałam ob­ca­sy i serca
stąpając po cien­kim lodzie
kpiłam w twarz przeznaczeniu
aż zad­rwił ze mnie los
jed­nym praw­dzi­wym spojrzeniem
uwiódł mnie zwykły człowiek

''Zrań mnie prawdą,ale nigdy nie pocieszaj kłamstwem ... '' ;
"Udając kogoś kim nie jesteś, jesteś jedynie nieudaną kopią osoby którą pragniesz być."

za­myka­my oczy na ostatniej
pros­tej z nadzieją, że anioł
który nas strzegł od­rodzi się na nowo
pok­ry­ty bielą, roz­grze­wając
zmarznięte wnętrze uniesie
grzechy nasze

Usłyszał dzwo­nek budzi­ka z jej komórki, dochodzący do niego z jej po­koju. Wychy­lił głowę. Przez ot­warte drzwi i przed­pokój zo­baczył, że drzwi jej po­koju są tez ot­warte. Prze­ciągała się, ale nie za­mie­rzała wstać. Pew­nie jak to zaw­sze pow­tarzała, za­mie­rzała "wciągnąć żółtko", co nau­czo­ny doświad­cze­niem, wie­dział, że pot­rwa ja­kieś piętnaście mi­nut. Tym­cza­sem Snu­ker li­zał mu z za­pałem twarz i oczy. Po­myślał so­bie, że dziś wca­le nie mu­si te­go ro­bić, bo czu­je się dos­ko­nale i zim­no trzeźwy. Aż sam się zdzi­wił, ze ot­worzył oczy i jest beż lęku, i wie co ma ro­bić- był jak auto­mat, bez­dusznie zap­rogra­mowa­ny do swoich zajęć. Poszedł do łazien­ki i zaczął si­kać. Po­ran­ne si­kanie jest jed­nym z naj­przy­jem­niej­szych ele­mentów całego dnia - po­mys­lał. Ta­ka po­woli wstępująca ul­ga w człowieka. Pies oparł nóżki o muszlę i wpat­ry­wał się w stru­mień cyt­ry­nowe­go moczu. Stru­mień był cyt­ry­nowy, a to co na dnie muszli miał po­marańczo­wy od­cień - ot złudze­nie i niedos­ko­nałość zmysłu - du­mał. Snu­ker tym­cza­sem opuścił no­gi z muszli, pod­niósł jedną z nich i puścił również dość długi jak na psa, po­ran­ny stru­mień moczu na lewą nogę sreb­rne­go ju­bila­ta. Tyl­ko się uśmie­chnął, bo Snu­ker był tyl­ko do kocha­nia, był roz­puszczo­ny do gra­nic możli­wości i nie ty­kal­ny. Wy­tarł nogę i płyt­ki pa­pierem toale­towym, spuścił wodę i zaczął myć ręce i tyl­ko ręce. Twarzy nie prze­mywał, był dos­ko­nale roz­budzo­ny, a zresztą miał wszys­tkich w ser­decznej du­pie. Gówno go ob­chodziło czy ktoś zauważy na je­go twarzy , oczach śla­dy no­cy. Wyszedł z łazien­ki, poskładał pościel do wer­salki, pop­ra­wił na niej posłanie psa i spoj­rzał za ok­no. Po­ranek był mglis­ty, ale prze­bi